Imiona Boga – wstęp

IMIONA BOGA

Motywy metafizyczne w fantastyce drugiej połowy XX wieku

fragment książki

Prezentację cyklicznego procesu deprecjacji i ponownego odkrywania religii w fantastyce rozpocznę od krótkiego przeglądu fantastyki religijnej połowy XX wieku, kiedy to SF służyła do omawiania kwestii takich jak teodycea, epifania, eukatastrofa czy rola Opatrzności Bożej w dziejach. Następnie zaprezentuję grupę twórców odnoszących się do tradycji chrześcijańskiej bardzo powierzchownie i traktujących ją jako źródło zaskakujących porównań. Zaprezentuję również teksty zajmujące się kościołami i religiami jako narzędziami manipulacji socjologicznej. W kolejnych rozdziałach nakreślę kontekst kulturowy lat 60., 70. i 80. – ideologię new age i odrodzenie nastrojów milenarystycznych. Przedstawię współczesne wersje Apokalipsy, the Rapture („pochwycenia”), Drugiego Przyjścia Jezusa Chrystusa, a także teksty eksploatujące współczesne zainteresowanie zaświatami, kultem Ziemi jako Bogini Matki Gai oraz religiami Dalekiego Wschodu.

Następnie, w końcowej części książki, pokażę jak stopniowo fascynacja alternatywną duchowością – zwłaszcza taoizmem – ustępuje poszukiwaniom religii pełniej tłumaczącej zasady funkcjonowania Wszechświata. U niektórych twórców Absolut pozostaje nienazwany; po zdyskredytowaniu new age’owych sposobów opisania go jest tylko milczącym przekonaniem o Obecności. U innych powraca chrześcijański Bóg, który – by zapożyczyć porównania z „Bożej inwazji” Dicka – musi niejako siłą odzyskać Ziemię i wiarę Ziemian, gdyż zagubieni wśród kultów, sekt i parapsychologicznych ćwiczeń ludzie nie zdają sobie sprawy, że za nim tęsknią.

Proces powolnego odchodzenia SF od religii ku chaosowi, a następnie powrotu od chaosu do religii, nie jest oczywiście ani prosty, ani w pełni chronologiczny – przez interesujące nas półwiecze wiele tendencji występowało jednocześnie – jednak z perspektywy lat cykl jest bardzo wyraźny. Co więcej, pewne motywy u różnych twórców w różnych dekadach powracają po kilka, kilkanaście razy, lecz, jak postaram się udowodnić, powtarzają się w inny sposób.

Przede wszystkim jest to, być może pod wpływem komercyjnego sukcesu Kościoła Scjentologicznego Rona Hubbarda, motyw nowego Kościoła utworzonego przez charyzmatycznego lidera. Czasem takie fikcyjne kościoły propagują ideały new age – jak Kościół Wszystkich Światów (Robert Heinlein) czy Nasion Ziemi (Octavia E. Butler). Czasem powstają w Dniach Ostatnich i skupiają przerażone niedobitki ludzkości – Kościół Odrzuconych (Ian Watson), Kościół Jeszcze Jednej Szansy (Philip José Farmer). Niekiedy są socjologiczną dywagacją na temat idealnej organizacji religijnej: Wiara w Cztery Manifestacje Boga (Philip K. Dick) czy bokononizm (Kurt Vonnegut), albo parodią kościołów protestanckich: Kościół Boga Doskonale Obojętnego (Kurt Vonnegut) czy Paściół (Philip José Farmer).

Drugi motyw, którego bez końca używają dwudziestowieczni fantaści w bardzo odmiennych celach artystycznych, to motyw postaci o cechach mesjańskich. Czasem składa ona dobrowolną ofiarę za innych: Frodo (J.R.R. Tolkien), Ransom i Aslan (C.S. Lewis); czasem jest kolejnym wcieleniem Chrystusa lub Antychrysta: Mike (Robert Heinlein), Mercer, Sophia, Eldritch (Philip K. Dick); czasem wybrańcem z prastarych proroctw – Paul Muad’Dib (Frank Herbert), Neo (bracia Wachowscy), a czasem synem boga – jak Cień (Neil Gaiman).

Obsesyjne powroty pewnych tematów pokazują cykliczność fantastyki religijnej – jej zasadą są powtórzenia, ale nieidentyczne. Dzieje toczą się cyklicznie, a mimo to następuje progres. Dobrze pokazuje to pełen trudnej w interpretacji symboliki wiersz irlandzkiego noblisty W.B. Yeatsa pod zachęcającym dla milenarystów tytułem „Drugie Przyjście”. Do wiersza tego nawiązywał Philip K. Dick w napisanej na początku lat 80. powieści „Transmigracja Timothy’ego Archera”, a za jego przykładem zaczęli go cytować i inni twórcy, od Deana Koontza po autorów gier „role-play”.

Warto go zaprezentować w całości, ponieważ aluzje do „Drugiego Przyjścia”, traktującego o cykliczności w dziejach i nieuchronnej katastrofie znanej nam kultury, stały się w środowisku fantastów częste, a jego fragmenty będę kilkakrotnie cytować.

Kołując coraz to szerszą spiralą
Sokół przestaje szukać sokolnika
Wszystko w rozpadzie, w odśrodkowym wirze
Czysta anarchia szaleje nad światem,
Wzdyma się fala mętna od krwi, wszędzie wokół
Zatapiając obrzędy dawnej niewinności;
Najlepsi tracą wiarę, a w najgorszych
Kipi żarliwa i porywcza moc