Imiona Boga – wstęp

.

IMIONA BOGA

Motywy metafizyczne w fantastyce drugiej połowy XX wieku

fragment książki

I. Rozważania wstępne. Boga nie szuka się w śmieciach

Podstawowe pytanie niniejszej książki – jak mówić o Bogu używając poetyki właściwej kulturze masowej, a zwłaszcza fantastyce – zadawał wprost tylko jeden z licznych dwudziestowiecznych pisarzy podejmujących taką próbę, Philip K. Dick. Godził on poważną refleksję teologiczną z fascynacją światem epoki new age: dziwacznymi kultami i sektami, wiarą, że narkotyki poszerzają percepcję. Uważał, że scenariusze rodem z kazań milenarystycznych wygłaszanych przez charyzmatycznych teleewangelistów zaczynają się sprawdzać. Ilekroć Dick zaczyna zastanawiać się nad sprawami najważniejszymi, jak istota rzeczywistości, wiara i Bóg, dochodzi do wniosku, że można je uchwycić jedynie używając środków artystycznych właściwych tandetnej kulturze popularnej. Tylko ona pozwala „pochwycić” odblask Absolutu.[/ba-column]

Mam skłonność do tandety, jakby tam można było znaleźć klucz, ten najważniejszy (…). Jeżeli to prawda, że istotne odpowiedzi (to jest autentyczny absolut w przeciwieństwie do pozornego) znajdują się tam, gdzie się ich najmniej spodziewamy, to wówczas ta technika „próbowania wszystkiego” może sprawić, że coś oklepanego i dawno odrzuconego, coś oczywistego, co mieliśmy cały czas przed nosem okaże się jądrem tajemnicy (…) można ujrzeć twórcę zabawek, który je wyprodukował i jest ze wszystkimi swoimi zabawkami i w nich. Zresztą kto może na serio uwierzyć, że Bóg jest producentem zabawek? Ktoś za głupi by wiedzieć, że Boga nie szuka się w śmieciach i w rynsztoku, tylko w niebie.

Fantastyki od wieków używano do dywagowania, co leży poza granicami znanego nam świata – za oceanem, na Księżycu, na otulonych mgłą szczytach najwyższych gór. Opowieści mityczne, sagi o bogach i herosach, podania ludowe etc. zadają metafizyczne pytania, których nie sposób rozważać w literaturze realistycznej. W połowie XX wieku fantastyka stała się domeną kultury popularnej, później motywy science fiction (SF) przeniknęły do filmu, zdominowały komiks, gry RPG i cały przemysł multimedialny. Dziś kultura masowa oferuje niezliczone opowieści o aniołach zakochujących się w lekarkach pogotowia, bohaterach ratujących świat przed zagładą z kosmosu, postkastroficzne historie o życiu w ruinach naszej cywilizacji. Do metafizyki sięga się bez ograniczeń – w serialach telewizyjnych pokazywany jest np. Sąd Ostateczny nad duszami po śmierci ich ciał.

Niski poziom intelektualny większości takich tekstów sprawia, że mało kto szuka w nich poważnej refleksji teologicznej. Wychodząc z przedstawionych powyżej dwóch założeń: że, po pierwsze, poetyka fantastyczna umożliwia rozważania metafizyczne i, po drugie, że u schyłku XX wieku kultura masowa jest przesiąknięta fantastyką, spróbuję określić miejsce religii, zwłaszcza chrześcijańskiej, w popkulturowych „śmieciach”. Prześledzę, jak zmieniał się sposób mówienia o Bogu w popularnych tekstach, udowadniając, że zmiany te mają charakter cykliczny. W połowie XX wieku powstawały teksty głęboko chrześcijańskie, traktujące SF jako sposób trakcyjnego przedstawienia odwiecznych prawd. Następnie, wraz z nadejściem epoki new age i jednoczesnym uaktywnieniem się zwłaszcza w USA ruchów milenarystycznych, spłycone wątki religijne stały się sensacyjnym standardem. Globalizacja i rozwój technik przekazu wraz ze wzrostem zainteresowania okultyzmem, azjatyckimi religiami i parapsychologią spowodowały, że metafizyka stała się podstawową pożywką atrakcyjnych wizualnie fantastycznych filmów i gier, a odniesienia religijne „dostosowywano” do dominującej kultury new age. Jednak stopniowo, od lat 70., a zwłaszcza w 80. i 90., zaobserwować można przeciwną tendencję – pisarze tacy jak Dick i jego młodsi koledzy William Gibson czy Mary Doria Russell zaczynają szukać „Absolutu w śmieciach” i znowu traktować fantastykę jako sposób mówienia o Bogu. Książka „Szukanie Boga w śmieciach” programowo ogranicza się do literatury anglojęzycznej, która wywiera największy wpływ na kulturę masową, nie jest więc wykładem ujmowania tej problematyki w literaturze powszechnej. Świadomą decyzją jest również rezygnacja z przedstawienia satanistycznych horrorów, których powstaje wiele, lecz które z zagadnieniami teologicznymi mają mało wspólnego.

[1] Za Lawrence Sutin „Boże inwazje. Życie Philipa K. Dicka”, tłum. L. Jęczmyk, Poznań 2005, s. 205

.